Fragmenty

Re: Fragmenty

Postprzez Rosso17 » Pt lis 09, 2012 17:03

Tak! Morgana i Merlin! Oni muszą być razem chociaż chwilę.
Rosso17
 
Posty: 4
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 10:37

Postprzez » Pt lis 09, 2012 17:03

 

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » Pt lis 09, 2012 17:06

Ayramia128 napisał(a):
Agga napisał(a):Tak! Romans z Morganą! :D A później jak się stanie zła, to można Merlinowi kogoś nowego znaleźć :>


Panią z Jeziora może?
Lub Nimue (znana też jako Vivenne)... z nią chodził w legendach arturiańskich :P

Czyli ta babeczka co go chciała zabić? Jak tak to mógłby się z nią właśnie jakoś spiknąć po tym, jak Morgana zrobi się zła i pomagaliby razem Arturowi. A może byśmy jeszcze tak zrobili, że Morgana będzie chciała na początku przeciągnąć go na swoją stronę?
Ostatnio edytowano Pt lis 09, 2012 17:08 przez rasp, łącznie edytowano 1 raz
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez Ayramia128 » Pt lis 09, 2012 17:07

Mi się pomysł podoba :P
Avatar użytkownika
Ayramia128
 
Posty: 25
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 17:07

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » Pt lis 09, 2012 18:31

Ja jestem za stworzeniem zupełnie nowej postaci, która miałaby być w przyszłości (bliższej lub dalszej) z Merlinem. Będziemy miały wtedy większe pole do popisu. Chociaż, tak jak pisze Agga, można zrobić mały romans między Merlinem, a Morganom zanim ona stanie się zła.
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » Pt lis 09, 2012 21:55

Zaczęłam układać prolog w jakąś spójną całość, a przy okazji poprawiam jakieś błędy. Uważam, że dowódca w fragmencie napisanym przez Ayramię powinien mieć jakieś imię, a więc Sir ...? Jakieś pomysły?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » Pt lis 09, 2012 22:03

Odin? Był taki? Jakoś mi tak się nasunęło na myśl :wink:
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » Pt lis 09, 2012 22:11

hmm... chyba nie. tzn. mi się od razu skojarzyło z królem Odynem, ale to inne imię, no nie? ;d
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » Pt lis 09, 2012 22:16

Inne, inne :)
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » Pt lis 09, 2012 22:35

No to jak najbardziej może być, po prostu dla mnie te imiona są bardzo podobne ;)
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 12:18

Ma być Sir Odin? Czy chcecie jakieś inne imię?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » So lis 10, 2012 12:39

Sir Odin jest w porządku, nie jest to poza tym aż tak znacząca postać, że musimy się bardzo zastanawiać nad imieniem. Reasumując, w prologu zamieścimy ucieczkę Balinora i krótko o pobycie u Hunith. i na końcu, tak jak to napisała Roksolana, a mi się to bardzo spodobało - o czekaniu Hunith na ukochanego z małym Melinem na rękach. I tyle w prologu by wystarczyło według mnie. Rozdział pierwszy - rozpoczęcie historii od dziewczyny, która w dalekiej przyszłości ma być z Merlinem. Można by opowiedzieć o jej pobycie u pustelniczki - zacznijmy tak od już od 16 lat, żeby się strasznie na ten temat nie rozpisywać i nie przynudzać. Pewnego dnia po jej opiekunkę przybędą rycerze z Camelotu, ponieważ wyda ją jakaś osoba z ich miasteczka. Kobieta nakazuje dziewczynie uciekać, ona sama zostaje by walczyć z rycerzami. Niestety była już w podeszłym wieku i jej się to nie udaje, ginie. Jej dom zostaje podpalony. Dziewczyna przygląda się wszystkiemu z daleka. Postanawia, że zemści się na osobie, która odebrała jej najważniejszą osobę w życiu. No i koniec rozdziału pierwszego. Teraz można zacząć o miłości Uthera i Ygrene ( nie wiem jak się do dokładnie pisze, możemy po prostu Igrena ). Uther strasznie chciał mieć następne, a dalej to już jest jasne..
pozostaje jeszcze kwestia, czy Nadiya ma być córką Uthera. Bo jeśli by była, to byłaby również przyrodnią siostrą Arthura, a gdyby Merlin się z nią ożenił to wszyscy stali by się jedną, wielką, szczęśliwą rodziną xd
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 12:42

W prologu miało być jeszcze to o Utherze.
Pisze się chyba Ygraine.
Niech Nadiya będzie siostrą Artura :D
To kto się zajmie początkiem historii dziewczyny?
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 12:50

Mogę spróbować, ale jak wena mnie porzuci to przekażę ten temat komu innemu.
A pierwszy rozdział nie mal być przybyciu Merlina do Camelotu?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » So lis 10, 2012 12:59

Lol to Morgana też będzie jej siostrą. Przyrodnią bo przyrodnią, ale siostrą :wink:
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 13:03

Aha to średniowiecze. Tam nikt niczego nie mógł być pewien :D
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 13:05

PozdrawiamWas napisał(a):A pierwszy rozdział nie mal być przybyciu Merlina do Camelotu?

Tak, i kilka epizodów z dzieciństwa
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 13:09

Więc retrospekcję Uthera piszę Carolina, ja piszę początek losów Nadiyi i sklejam Prolog, a kto pisze pierwszy rozdział?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » So lis 10, 2012 13:19

PozdrawiamWas napisał(a): A pierwszy rozdział nie mal być przybyciu Merlina do Camelotu?

a no w sumie.. i narodziny Arthura również w prologu.. no dobrze. tylko myślałam, że jak już w prologu będzie o Merlinie, to można wspomnieć poźniej o dziewczynie a w drugim rozdziale o przybyciu Merlina do Camelotu. ale jak uważacie ;)
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » So lis 10, 2012 13:20

Tylko co ma być w końcu w tym pierwszym rozdziale? Bo o tym jak Hunith wysyła Merlina do Camelotu już jest bodajże. Momentami zaczynam się gubić, co już jest zatwierdzone, a co jeszcze nie :shock:
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 13:23

Sama się nad tym zastanawiam. Mamy fragment ja Merlin odchodzi z Ealdoru. Na tym kończymy rozdział, czy piszemy jeszcze co się działo dalej (czyli opisujemy pierwszy odcinek)? I co robimy w dalszych rozdziałach?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » So lis 10, 2012 13:34

Wtedy prolog byłby dłuższy od pierwszego rozdziału. Proponowałabym jednak w tym pierwszym napisać o pochodzeniu Nadiyi i jak wraca do Camelotu a w drugim już o Merlinie. No i lecimy mniej więcej wg odcinków serialu? Bo jeśli tak to można opisać w drugim rozdziale mniej więcej pierwszy odcinek, bo było w nim właśnie o przybyciu Merlina do Camelotu.
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 13:45

PozdrawiamWas napisał(a):Więc retrospekcję Uthera piszę Carolina, ja piszę początek losów Nadiyi i sklejam Prolog, a kto pisze pierwszy rozdział?

klaudia_915 się zgłaszała do tego. Opisze przybycie do Camelotu i to jak Merlin zostaje sługą Artura.
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » So lis 10, 2012 13:54

Więc sztywno trzymamy się serialu i tylko dorzucamy Nadyię czy początek i główne części serialu ( takie jak: Morgana staje się zła, Uther umiera, Arthur żeni się z Gwen) a reszta własna ? bo jeśli to będzie strasznie podobne to serialu, to wyjdą nam po prostu opisy odcinków.. jak wy uważacie?
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 13:58

Powinniśmy się w miarę trzymać legendy, ale można coś pozmieniać. Można np. rozszerzyć rolę Lancelota, czy coś... Ale Uthera raczej trzeba uśmiercić, a Morgana musi być zła, bo w sumie to są 2 najważniejsze wątki i powtarzają się w każdej wersji legendy.
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez klaudia_915 » So lis 10, 2012 14:03

Jestem w trakcie tego jak Merlin pojawia się w Camelocie, jutro dodam cały rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale dopiero dzisiaj miałam czas zacząć.
Z tą śpiewaczką ma być tak jak w serialu? Że matka tego skazanego ją udawała?
klaudia_915
 
Posty: 26
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:21

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 14:05

Rób jak chcesz :) Napisz, jak wg Ciebie będzie lepiej.
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez klaudia_915 » So lis 10, 2012 14:07

Ok, dziękuję za wolną rękę :D.
klaudia_915
 
Posty: 26
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:21

Re: Fragmenty

Postprzez klaudia_915 » So lis 10, 2012 14:07

Miło zobaczyć jak spontanicznie rzucony pomysł złączył tyle ludzi i coraz bardziej staje się rzeczywisty :)
klaudia_915
 
Posty: 26
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:21

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 14:30

Dokładnie :P Ja na początku myślałam, że raczej nic z tego nie będzie, ale tak się wszyscy zaangażowali i tyle mamy już ustalone, iż jestem pewna, że wyjdzie nam coś super!
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » So lis 10, 2012 14:35

ciekawe jak długo będzie panował taki entuzjazm przy tworzeniu naszego dzieła. No ale co się będę martwiła na zapas, przecież to Merlin i wszytko zapewne wyjdzie super ;)
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 14:39

Na razie idzie nam super :D
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez Carolina8977 » So lis 10, 2012 18:05

Mój fragment o tym jak Uther spotyka Nimue i rozmawiaja o narodzinach Artura. Nie jestem humanistą i poddaję się waszej krytyce. Mam nadzieję, że nie jest taki zły :?
Blask księżyca przedzierał się oknami korytarzy prowadzących do podziemnych grot Camelotu. Nocna ciszę przerwały coraz głośniejsze, rytmiczne uderzenia. Uther Pendragon już od kilku miesięcy cierpiał na bezsenność. Powodem były dręczące go koszmary a w zasadzie powtarzający się co noc jeden sen. W ciemną, bezgwiezdną noc biegł przez las. W oddali przed nim biegła kobieta w białej, zwiewnej sukni. Pamiętał tylko jej piękne, długie, blond włosy. Była zbyt daleko by mógł ją rozpoznać ale mimo to wiedział kim jest. Choć biegł bardzo szybko nigdy nie mógł jej dogonić. Z każdą chwilą las stawał się coraz rzadszy aż w końcu ujrzał przed nimi rozległy staw. Tafla wody była ciemna niczym smoła, przecięta jedynie białą smugą księżycowego światła. W głąb stawu wrzynało się niczym miecz, drewniane molo. Kobieta stanęła na jego brzegu. Odwróciła się. Jej oczy i oczy króla spotkały się w mroku. Jej spojrzenie było głębokie niczym otchłań wypełniona jedynie smutkiem i cierpieniem. Jej usta wypowiedziały nieme "dlaczego" po czym odwróciła się w stronę stawu i skoczyła.
Król obudził się roztrzęsiony i zlany potem. W sąsiedniej komnacie rozległ się głośny płacz dziecka. Może dzielimy ten sam sen - pomyślał, po czym wstał, zarzucił szaty, wyszedł z komnaty i udał się w kierunku podziemnych grot.Kiedy dotarł do podziemnych grot i otworzył ciężkie dębowe drzwi, pomieszczenie było pogrążone w ciemności. Odpalił kilka pochodni i kiedy ogień rozświetlił komnatę jego oczom ukazała się ona.
- Igraine - powiedział na głos tak, że jego słowa odbiły się echem od kamiennych ścian.
Była tam sama. Piękna jak w dniu kiedy ja pierwszy raz ujrzał. Długie, gęste włosy spływa wzdłuż jej ramion. Niegdyś dorównywały blaskiem słońcu. Podszedł bliżej i położył dłoń na jej dłoniach, które miała ułożone na podołku. Były zimne jak kamień , z którego zostały wykute. Przybliżył się do jej twarzy. Oczy miała zamknięte a na policzku pojawiła się mokra plama a po niej kolejna. Łzy króla były wyrazem jego cierpienia. Ból i wściekłość ogarniało całe jego ciało, choć trochę wypełniając pustkę w jego sercu jaka pozostała gdy ona odeszła z jego życia.
- Tak bardzo mi cię brakuję. Oddałbym całe to królestwo by móc cię odzyskać. - Pozostał przy niej w milczeniu zatapiając się w smutku.

Nagle Uther poczuł zimny podmuch wiatru. Pochodnie na ścianach przygasły by rozświetlić komnatę jeszcze większym blaskiem. Wyczul czyjąś obecność.
- Igraine! - Odwrócił się szybko myśląc, że ujrzy swą ukochaną lecz był tam ktoś inny. Wysoka ciemnowłosa kobieta. Jej zimne, ciemnobrązowe oczy patrzyły na niego z góry z mieszaniną niechęci i złości. Na jej widok Uther zadrżał od ogarniającej go fali gniewu.
- Jak śmiesz tu przychodzić bezcześcić grób mojej żony! Teraz przyszłaś po mnie?!
- Nie dane jest ci zginać tego dnia Utherze i nie ja zabiłam twoją żonę. Nie ja mam ją na sumieniu lecz ty. Dobrze wiedziałeś jaka jest cena. Wiedziałeś a mimo wszystko przystałeś na to. Jestem tu byś zrozumiał, że to wyłącznie twoja wina i że nie możesz winić moich pobratymców. Oni nie są temu winni. To jest twoja ostatnia szansa Utherze. Zaprzestań swoich działań. Zwróć wolność moim braciom a nie poczujesz smaku mojej zemsty.
- Mam ci ulegnąć? Nigdy! - ryknął król - Nie ma miejsca dla magii w Camelocie! Ona odebrała mi moja miłość. Nie pozwolę żeby zniszczyła to królestwo tak jak zniszczyła moje życie. Każdy kto praktykuje czary zostanie skazany na śmierć. To dotyczy również ciebie wiedźmo.
- Nazywasz mnie wiedźmą? Kiedyś uważałeś mnie za swoja przyjaciółkę.
- To było zanim zabiłaś Igraine.
- Dałam twojej bezpłodnej żonie syna. Dałam ci następce tronu, którego tak pragnąłeś. Ostrzegałam cię jaka będzie cena. Za życie można zapłacić jedynie życiem.
- Gdybym wtedy wiedział, że odbierzesz mi ją, nigdy bym cie oto nie poprosił.
Nimue zaskoczyły jego słowa
- Wolałbyś nie mieć syna? - Przeszyła króla spojrzeniem jakby chciała zajrzeć w głąb jego duszy lecz nie uzyskała odpowiedzi.
- Zaprzestań prześladowań Utherze. To twoja ostatnia szansa żeby uratować przyszłość Camelotu i... twojego syna.
Uther podniósł wzrok. Spojrzał na nią oczami pełnymi nienawiści.
- Wyplenię ten chwast choćbym miał przypłacić za to życiem a ty nie będziesz mi grozić. Nie boję się ciebie. Zginiesz razem ze swoimi braćmi na stosie, w płomieniach. Wtedy poczujesz ból jaki ja czuję każdego dnia.
- Zapamiętaj sobie dobrze moje słowa. Za życie można zapłacić tylko życiem. Ty masz ich wiele na sumieniu. Zniszczę ciebie i to królestwo. Poczujesz gniew magii!
Uther wyciągnął miecz by przebić nim Nimue lecz ta zniknęła zanim zdążył się do niej zbliżyć.
Carolina8977
 
Posty: 16
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 20:11

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 18:29

Niezłe :D Jest kilka powtórzeń, ale to się zdarza każdemu :>
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez klaudia_915 » So lis 10, 2012 18:43

To jest to co napisałam, miałam więcej, ale w trakcie pousuwałam niektóre bo nie wyszły. Nie jestem do końca przekonana, ale przecież zawsze mogę poprawić :). Jak coś to piszcie. A jego młodość już mam pomysł na to, ale to w następnej części.
Decyzja o opuszczeniu wioski, przyjaciela, ale przede wszystkim matki, była dla Merlina bardzo trudna. Z jednej strony czuł, że będzie mu ciężko i będzie bardzo tęsknił, jak wszyscy bał się nieznanego, ale z drugiej był pewien, że dobrze robi. Szedł dwa dni. Kiedy wyszedł z lasu w oddali dostrzegł wieże Camelotu i chociaż był już zmęczony wędrówką, poczuł, że doszedł do miejsca gdzie będzie mu lepiej. Do miejsca które będzie mógł spokojnie nazwać swoim drugim domem.
W dolnym mieście życie płynęło swoim rytmem. Ludzie szli, sprzedawali swoje wyroby, kłócili się, rozmawiali i śmiali się. Nikt nie zwracał uwagi na przyglądającego im się z fascynacją w oczach młodego chłopaka, który kiedyś stanie się legendą.
Skierował się do zamku. Na dziedzińcu stało mnóstwo ludzi. Zaciekawiony Merlin podszedł by dowiedzieć się co się dzieje. Zauważył młodego mężczyznę, który był prowadzony przez strażników na miejsce gdzie stał pień i kat. Rozległ się dźwięk trąb.
„Ciekawe za co został oskarżony ten mężczyzna? pomyślał Merlin. Za kradzież, a może zabójstwo?”
Z rozmyślań wyrwało go pojawienie się króla Camelotu, Uthera Pendragona. Na dziedzińcu nastąpiła cisza. Wzrok króla padł na skazanego. Skinął głową i dał znak strażnikom i katu by przystąpili do egzekucji. Merlin nie wiedział za co został skazany ten mężczyzna, ale miał przeczucie, że został skazany niesłusznie. Gdy było wiadome, że do egzekucji zostały sekundy, kiedy kat już uniósł topór, chłopak odwrócił głowę. Nie mógł na to patrzeć, było mu też szkoda skazańca zwłaszcza, że był w jego wieku, może trochę starszy.
- Niech kara wymierzona temu mężczyźnie, będzie dla was wszystkich przestrogą, że każdy kto stosuje magię i czary, zostanie złapany i kierując się prawem Camelot zostanie skazany na śmierć. Ja, Uther Pendragon szczycę się być nazywany przez poddanych królem sprawiedliwym, ale w przypadku czarów mogę wydać tylko jeden wyrok. Gdy przybyłem na tę ziemię dwadzieścia lat temu, była pełna magów, czarownic i druidów. Z pomocą ludzi chcących pozbyć się w końcu tej plagi, zło zostało przepędzone. Ale dość już tych poważnych tematów. Z okazji rocznicy uwolnienia Camelotu od magii ogłaszam święto. Czas rozpocząć obchody.
Nagle odezwała się pewna staruszka
- Na tej ziemi jest tylko jedno zło i na pewno nie jest nim magia, a Ty Utherze Pendragonie – ludzie zaczęli oddalać się od kobiety, aż w końcu została sama na środku dziedzińca – Z powodu nienawiści która cię zjada w środku, zabiłeś mi syna. Mogę Ci obiecać, że niczym skończy się festiwal Twój syn także umrze. Oko za oko, syn za syna!
- Schwytać ją! – rozkazał król. Straże nie zdążyły złapać kobiety, bo rozmyła się w powietrzu.
Merlin czuł, że to wszystko mu się śni. Przed oczami stanął mu obraz jak on sam jest skazany i zabity za czary i widok matki. Na myśł o ukochanej matce zakuło go w sercu. Zauważył, że ludzie zaczęli się rozchodzić i sam też postanowił, że pójdzie znaleźć Gajusza, nadwornego medyka do którego wysłała go matka. Jeden ze strażników pokazał mu drogę i doszedł do komnaty na piętrze.
Drzwi były uchylone i Merlin zapukał, ale nikt się nie odezwał. Postanowił wejść. W środku roiło się od ziół, przeróżnych buteleczek z kolorowymi płynami, mnóstwo książek i papierów. Dostrzegł siwego mężczyznę który szukał czegoś na górze. Chrząknął, dając znać o swojej obecności. Gajusz odwrócił się i przechylił przez drewnianą barierkę, która się złamała.
Chłopak zatrzymał Gajusza w powietrzu swoją mocą i przesunął łóżko by staruszek na nie opadł. Przestraszył się, że mężczyzna może na niego donieść królowi o tym wyczynie.
- Co u… Jak to zrobiłeś? – zapytał medyk – Powiedz.
- Ja nie… nic… to nie ja…
- Wiesz co by się mogło stać jakby ktoś to zobaczył? Gdzie się tego nauczyłeś?
- Nigdzie.
- Skąd znasz magię? Gdzie się jej uczyłeś i od kogo?
Merlin zmieszał się. Nie wiedział co powiedzieć, bał się może powtórzyć los zabitego człowieka, ale matka mówiła mu, że Gajusz mu pomoże.
- Jestem Merlin, syn Hunith – przedstawił się.
- Pamiętam, miałeś być w środę!
- Dzisiaj jest środa.
- Aha. To dobrze, że jesteś. Tam jest Twój pokój.
Pokazał mu małą izbę z łóżkiem i różnymi dziwnymi rzeczami. Pomyślał, że może mu zaufać, ale chciał się upewnić, iż go nie wyda.
- Posłuchaj, nie powiesz nikomu o …
- Nie. Ale powinienem podziękować. Dziękuję.
Wieczorem Merlin siedział na łóżku i nie mógł spać. Był podekscytowany, ale i przerażony. Bał się co by było gdyby ktoś się dowiedział, że jest czarodziejem. Wstał i otworzył okno, bo zrobiło się duszno w pokoju. Wyjrzał przez nie i wszystkie jego obawy i strach ulotniły się. Księżyc był w pełni, a w wielu miejscach płonął ogień. Poczuł, że to tu jest jego miejsce i będzie tutaj szczęśliwy, nawet jeśli będzie musiał ukrywać swoją moc.
Ostatnio edytowano So lis 10, 2012 18:49 przez klaudia_915, łącznie edytowano 1 raz
klaudia_915
 
Posty: 26
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:21

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 18:45

Carolina naprawdę fajnie! Już to wklejam do prologu :) Czy napiszesz jeszcze o tym, że Uther pod wpływem wściekłości i żalu wysłał wojska, aby zabiły Balinora? Czy zrobi to ktoś inny?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez klaudia_915 » So lis 10, 2012 18:48

Jak teraz to przeczytałam to to jest okropne. Na jutro napiszę jeszcze raz, od nowa!
klaudia_915
 
Posty: 26
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:21

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 18:57

NIE!!! Jest naprawdę super. Wystarczy, że poprawisz drobne błędy takie jak powtórzenia, ale po za tym jest świetnie!
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez klaudia_915 » So lis 10, 2012 18:58

Naprawdę?
klaudia_915
 
Posty: 26
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:21

Re: Fragmenty

Postprzez iwek33 » So lis 10, 2012 19:16

Tak ja też teraz czytałam i jest naprawdę super. Ale to już chyba będzie w pierwszym rozdziale. :)
iwek33
 
Posty: 63
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 19:43

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 19:17

Klaudia oczywiście, że tak. Mam tylko pytanie: To będzie już cały pierwszy rozdział, czy ktoś jeszcze coś do niego doda?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » So lis 10, 2012 19:19

Po wielu dniach pieszej wędrówki, Nadiya dotarła do Camelotu. Dziewczynę przeraził jego ogrom. To miasto było zupełnym przeciwieństwem spokojnego Cheshire, w którym słuchać było jedynie śpiew ptaków i szum drzew rosnących wkoło jej domu. Na wspomnienie o jedynym miejscu, które znała, gdzie czuła się bezpieczna, w kąciku jej oka pojawiła się łza. Szybko otarła ją końcem rękawa. Obiecała sobie, że będzie silna. Że stawi czoła przeciwnościom losu. Przecież była dzielna. Musiała. Idąc drogą przez dolne miasto wiele razy została potrącona przez ludzi śpieszących się załatwić własne sprawy. Wkoło biegały bawiące się dzieci. Jak ona, drobna dziewczyna, do tej pory mieszkająca na uboczu, ma znaleźć tu ukrywającego się czarodzieja, którego miała ostrzec przed czyhającym nań zagrożeniem?
- Chce może panienka kupić kawałek ciasta?
Nadiya nagle się ocknęła. Myśl o tym, jak teraz poradzi sobie zupełnie sama, całkowicie ją pochłonęła. Odwróciła się w stronę, z której dobiegł głos. Na drewnianym stołku, obok stolika na którym leżała taca z wypiekami siedziała mała dziewczynka. Miała koło siedmiu, ośmiu lat. Ubrana była w starą, za dużą na nią sukienkę, związaną w pasie rzemykiem, by mała mogła chodzić nie potykając się o koniec ubrania. Nadiyi zrobiło się jest okropnie żal. Miała co prawda trochę oszczędności w sakiewce przy swoim boku, jednak musiała wynająć mieszkanie i uzupełnić zapasy które były już na wyczerpaniu. Dziewczynka utkwiła w niej swoje duże, błękitne oczy.
- Przepraszam cię, nie mam pieniędzy na takie pyszności.
Mała spuściła głowę i wbiła wzrok w ziemię. Nim to zrobiła, Nadiya dostrzegła, że zaczęły się szklić. Podeszła do dziewczynki, kucnęła przed nią i ujęła jej drobną rączkę.
- A powiesz mi, ile kosztuje to ciasteczko? Wygląda na prawdę przepysznie.
Dziewczynka od razu się ożywiła. Zaczęła zachwalać wszystkie wypieki. Zapewne tak ją nauczono.
Nadiya wybrała kawałek ciasta i zapłaciła małej, która szczęśliwa przekładała pieniążek z jednej rączki do drugiej.
Czarodziejka na pożegnanie poczochrała jej jasne włoski i oddaliła się w poszukiwaniu swojego miejsca, w którym musiała od nowa zacząć układać sobie życie.
Po całym dniu poszukiwać, zastukała w drzwi, które sprawiały wrażenie, że zaraz się rozpadną. Chwilę później stanął w nich gospodarz. Był to stary, wychudły mężczyzna. Z długą, siwą brodą i wygoloną na łyso głową wydał się Nadiyi co najmniej śmieszny.
- Czego? Nie był również uprzejmy. Jego twarz miała ostry wyraz, a piwne oczy wpatrywały się w nią natarczywie.
- Ja.. szukam pokoju.
Gospodarz zaśmiał się gardłowo. Nadiya nie miała pojęcia, o co temu staremu człowiekowi chodzi. Nie odważyła się mu jednak przerwać. Nim zdążyła się zorientować, on już zaczął przymykać drzwi.
A więc o to chodziło. Miała na sobie zniszczone trudami podróży ubranie, była brudna i nieuczesana. Mężczyzna uznał ją zapewne za żebraczkę, chcącą za darmo korzystać z jego gościnności.
- Zapłacę! Mam pieniądze!
Starzec natychmiast umilkł.
- Czemuś tak nie gadała od razu? Otworzył drzwi i gestem zaprosił ją do środka. - Zapraszam w moje skromne progi. Nadiya, zdenerwowana zachowaniem starca, weszła do budynku. Gospodarz zamknął skrzypiące, zniszczone drzwi, minął ją i ruszył schodami na górę. Dziewczyna nieśmiało udała się za nim. W końcu starzec zatrzymał się i otworzył drzwi po prawej stronie.
- Proszę, twoje nowe mieszkanie. Mężczyzna złośliwie się uśmiechnął. Wiedział, że Nadiya będzie się musiała na nie zgodzić. W Camelocie bardzo trudno było o pokój.
- Dziękuję.. Dziewczyna nieśmiało przestąpiła próg. W środku cuchnęło pleśnią. Już chciała zamknąć za sobą drzwi, gdy złapał za nie gospodarz.
- Płatne z góry.
No tak. Chciał się upewnić, że trochę tu pomieszka, a nie ucieknie o świcie, decydując się na poszukanie czegoś lepszego.
- Myślałam, że mogę zapłacić rano.. Wyjęła z torby sakiewkę. Otworzyła ją i podała mężczyźnie pieniądze.
- Zapomniałaś dopłacić za ogrzewanie. Nadiya westchnęła. Musiała zrobić co jej rozkazał, inaczej będzie skazana nocować na ulicy. Dołożyła gospodarzowi jeszcze kilka monet. Zadowolony starzec zacisnął je w dłoni.
- Dobrej nocy. Uśmiechnął się ironicznie i zaczął ruszył w stronę schodów. Dziewczyna na reszcie mogła odetchnąć. Jej nogi, opuchnięte po długiej wędrówce, najpierw przez lasy, a dzisiejszego dnia przez miasto, domagały się wypoczynku. Usiadła na senniku i rozejrzała się po izbie. Sufit sprawiał wrażenie niegdyś bielonego, teraz jednak pokrywała go gruba warstwa kurzu, pajęczyn oraz sadzy świec i lamp. Pokój sprawiał wrażenie piwnicy. Pod jednym z wąskich okien stał średniej wielkości, drewniany stół. Na nim znajdowała się lampa. Nadiya zaśmiała się do siebie drwiąco. A więc to było jej "ogrzewanie". Brudne ściany były całe w plamach po rozgniecionych owadach. W rogu pomieszczenia stała szafa. Wyglądała na najlepszą rzecz w tej starej, śmierdzącej izbie. Podłoga również była zaniedbana. Zrobiona z sosnowych desek, pokryta była kilkumilimetrową warstwą brudu. Dziewczyna była tak zmęczona, że zdążyła jedynie ściągnąć buty. Osunęła się na sennik i zasnęła.
Tuż przed świtem obudziły ją dziwne odgłosy. Przerażona rozejrzała się po izbie. W końcu jej oczy zaczęły przyzwyczajać się do ciemności. Wstała i boso ruszyła w kierunku drzwi. Uchyliła się lekko i rozejrzała się po korytarzu. Nie dostrzegła niczego, co mogłoby jej zagrażać. Zamknęła drzwi i gdy już miała znów się położyć, dźwięk się powtórzył. Przypominało to głuche uderzenia czegoś w podłogę. Po raz kolejny otworzyła drzwi do swojej izby i rozejrzała się. Nareszcie dostrzegła, co wydawało ten dźwięk. Po schodach na górę wchodził, a dokładniej wpełzał, jakiś mężczyzna. Był tak pijany, że nawet nie mógł utrzymać się na nogach. Miał może nieco ponad dwadzieścia lat.
Mężczyźnie nareszcie udało się wspiąć do góry. O dziwo trafił od razu do swojego pokoju. Nadiya niezauważanie zniknęła w swojej izbie i zamknęła drzwi. Słońce dopiero co wzeszło, jednakże w jej pokoju było już prawie widno. W świetle słonecznym wyglądał on jeszcze gorzej.
Dziewczyna uznała, że nie będzie się już kładła. Usiadła na krześle przy stole i wyjęła z torby resztki zapasów. Posiliła się i postanowiła przywrócić do porządku nie tylko izbę, ale i siebie. Jedno wiedziała na pewno - gdy tylko znajdzie Emrysa, odejdzie z Camelotu i już nigdy nie wróci do tego miasta.

Nadiya wzięła stojące przy drzwiach wiadro i udała się po wodę do studni. Po kąpieli i częściowym uprzątnięciu jej nowego domu, postanowiła rozejrzeć się po okolicy za pracą, o którą było równie trudno jak i o pokój. Pytała wiele kobiet z okolicy, czy nie potrzebują kogoś do pomocy przy ich codziennych pracach. Niestety wszystkie ją zbywały. Zrezygnowana, zaczęła się kierować w stronę jej nowego domu. Po drodze udała się na targ, by kupić coś do jedzenia.
- Słyszałem, że szukasz pracy.
Nadiya odwróciła się w stronę, z której pochodził głos. Był to ten sam mężczyzna, który tuż nad ranem uniemożliwił jej sen. On również musiał ją poznać. Już chciała odejść, gdy tamten zawołał:
- Umiesz strzelać z kuszy? Zatrzymała się. To oczywiste, że umiała. Podczas jej pobytu u Mathyldy, często sama polowała na drobną zwierzynę. Jej opiekunka była już na to za stara. Nie lubiła zabijać bezbronnych zwierząt, lecz musiała to robić jeśli sama chciała utrzymać się przy życiu.
- Umiem. Dlaczego pytasz?
Tamten szeroko się uśmiechnął. Nadiya wywróciła teatralnie tęczówkami.
- Tak się składa, że potrzebni mi ludzie do polowań. Mam nadzieję, że mówisz prawdę, nie chcę byś zrobiła sobie krzywdę.
Coraz bardziej ją irytował.
- O to nie musisz się martwić. Kiedy mogę zacząć?
Mężczyzna zignorował jej pytanie.
- Jestem ( nie mam pojęcia jakie imię). A ty?
- Nadiya. Mógłbyś przejść do konkretów? Jeśli nie masz nic dobrego do zaoferowania, muszę szukać gdzieś indziej.
(... ) po raz kolejny się uśmiechnął. Miała go już dość.
- Przyjdź do mnie jutro rano, to ustalimy wszystko odnośnie twojej nowej roboty.
Nadiya westchnęła. Ruszyła w stronę zamieszkiwanej przez nią kamienicy. Miała już swój kąt. Jutro zapewne zgodzi się na pracę u (...), nie miała innego wyboru.

Teraz musiała skupić się na celu, z którym przybyła do tego obcego, nieprzyjemnego miejsca.
Na Emrysie.
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez ourfarewall » So lis 10, 2012 19:20

wyszło co najmniej dziwnie, wybaczcie ;o
ourfarewall
 
Posty: 96
Dołączył(a): Cz lis 08, 2012 20:39

Re: Fragmenty

Postprzez iwek33 » So lis 10, 2012 19:24

Posklejałam kilka pierwszych fragmentów i wyszedł mi taki prolog:


Prolog


Była cicha i spokojna noc. Światło księżyca rozjaśniało mrok, który panował w lesie. Od czasu do czasu słychać było pohukiwanie sowy, która przysiadła wśród drzew, nieświadoma tego, że tej właśnie nocy miały się rozegrać wydarzenia mające ogromny wpływ na przyszłość. Pomimo spokoju, w powietrzu można było wyczuć coś dziwnego: pewien rodzaj napięcia, oczekiwania. Nieliczni, którym dane było poznać to co jeszcze nie nastąpiło, wiedzieli jak ważne są wydarzenia które miały nastąpić. Pewna zakapturzona postać siedziała przy wejściu do Doliny Upadłych Królów. Nagle ciszę rozdarł ogłuszający ryk. Sowa z przerażeniem zerwała się z gałęzi i odleciała w mrok nocy z dala od źródła dźwięku. 
~Zaczęło się – pomyślała postać spoglądając w górę – Mam nadzieję, że mu się uda. Nawet nie wie ile teraz od niego zależy.
W tym samym czasie z zamku w akompaniamencie ryków smoka i pokrzykiwań rycerzy uciekał mężczyzna. Nie był to byle kto, z Camelotu uciekał Balinor – ostatni władca smoków. Jego pobratymcy zostali odszukani oraz zamordowani przez wojska króla. Sam Balinor cudem uniknął śmierci, która nadal mu groziła. Mężczyzna został zdradzony. Jego przyjaciel – Gajusz, przekazał mu wiadomość od Uthera, w której król twierdził, że pragnie zaprzestać prześladowania ludzi i stworzeń związanych z magią. Balinor naiwnie uwierzył w szczerość zamiarów władcy, miał nadzieję, że nareszcie będzie mógł żyć nie ukrywając się. Nie przewidział tego, iż Uther posunie się do złamania słowa honoru, byleby tylko zwabić do zamku i zabić zarówno ostatniego smoka jak i jego władcę. Balinor teraz płacił ogromną cenę za swoją łatwowierność: Kilgarrah został uwięziony, być może nawet już nie żył, a jego samego czekała tułaczka po obcych królestwach, jeśli uda mu się uciec. 
Czarodziej biegł przed siebie, nie był nawet pewien czy kieruje się w stronę granicy. Cały czas nerwowo oglądał się za siebie, niestety rycerze nie pozostawali ani trochę w tyle – wręcz przeciwnie, pogoń zaczynała się do niego zbliżać. Prawie stracił nadzieję, ponieważ wiedział, że nie jest wystarczająco potężny aby stawić czoła całej armii Uthera. Nagle poczuł czyjąś obecność. Nie mógł to być zwykły druid, wyczuwał zbyt dużą moc jak na druida. Władca smoków spojrzał w stronę źródła mocy. Faktycznie nie wyczuwał druida, nie był to w ogóle człowiek. Oczom Balinora ukazała się Dolina Upadłych Królów. Mężczyzna poczuł jak w jego mięśnie wstępuje nowa siła, wiedział, że rycerze króla zdrajcy nie odważą się wejść do przeklętego miejsca. Czarodziej miał rację, gdy tylko przekroczył granicę doliny pogoń zatrzymała się niepewna co dalej robić. Ta krótka chwila zawahania wystarczyła Balinorowi, by odsapnąć. Nie był jeszcze stary, ale dawno nie był zmuszany do tak wielkiego wysiłku. Po odpoczynku ruszył dalej przed siebie, już nieco wolniej niż poprzednio. Teraz już wiedział, że zmierza w kierunku małej wioski , znajdującej się w królestwie Lota. Nie było to najlepsze miejsce na azyl, ale teraz nie miał innego wyboru. Kiedy już zdawało mu się, że bezpiecznie dotrze do Ealdoru , nagle zza zakrętu wyskoczył rycerz w czerwonej pelerynie z godłem Uthera. Potwierdziły się jego najgorsze przypuszczenia: pogoń nie odpuściła, rycerze postanowili okrążyć dolinę i dopaść go u jej wylotu. Niewiele myśląc, Balinor ciął rycerza mieczem i rzucił się pędem z dala od doliny, która była teraz idealną pułapką. Niestety coraz więcej czerwonych peleryn ukazywało się na drodze wiodącej do królestwa Essetir. Czarodziej próbował tradycyjnej walki, ale nie mógł się równać z najlepszymi rycerzami w pięciu królestwach. Został kilkakrotnie zraniony, nie były to poważne urazy, ale bardzo obficie krwawiły. Kiedy władca smoków zdał sobie sprawę ze swojej beznadziejnej sytuacji, skupił się na swojej mocy i wysłał potężną falę uderzeniową w kierunku napastników. Ku jego ogromnemu zdziwieniu zaklęcie podziałało i większość rycerzy leżała nieprzytomna. Nie tracąc więcej czasu Balinor najszybciej jak potrafił pobiegł w stronę granic królestwa.
Wędrówka okazała się dłuższa niż przypuszczał, a upływ krwi jeszcze bardziej utrudniał podróż. Było jeszcze ciemno, kiedy dostrzegł zbawienne światła Ealdoru. Ostatkiem sił, powłócząc nogami dotarł na skraj wioski. Wyczerpany podczołgał się pod drzwi pierwszego z brzegu domu i słabo zapukał do drzwi. Był już bliski omdlenia, kiedy drzwi domu się otwarły i na progu ukazała się piękna kobieta, na której twarzy malowało się zdziwienie pomieszane z przerażeniem. Balinor nie był pewien czy istota o dużych błękitnych oczach oraz długich brązowych włosach była prawdziwa, czy był to tylko skutek nadmiernego wypływu krwi. Mężczyzna zmusił się do ostatniego wysiłku i wyszeptał dwa słowa, po których stracił przytomność:
- Pomóż mi .
Balinora obudziły odgłosy krzątania się po pokoju. Leżał jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczami. Było mu dobrze—ciepło, wygodnie, czuł się wypoczęty. Jedna tylko myśl budziła w nim niepokój—gdzie się teraz znajduje?
Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. Było to niewielkie, raczej ubogie pomieszczenie, w którym oprócz niego znajdowała się jeszcze jakaś piękna kobieta. Balinor nie pamiętał, jak się tu znalazł. Jego ostatnim wspomnieniem były otwierające się drzwi…
-Obudziłeś się już- kobieta stała koło jego łóżka i miło się uśmiechała.
-Gdzie jestem?- zapytał Balinor, siadając.
-Jesteś w Eldorze, na ziemiach królestwa Essetira - odpowiedziała. Widać było, że chciała jeszcze coś powiedzieć, zapytać się, ale nie śmiała. Spoglądała tylko na nieznajomego, czekając, co powie. A on milczał, pogrążony w myślach…
-Dlaczego mi pomagasz?- zapytał po chwili.
Kobieta nie oczekiwała takiego pytania:
-Ja… poprosiłeś mnie o pomoc. Nie pamiętasz?- odpowiedziała lekko zmieszana.
On przecząco pokręcił głową i zapytał:
-Jak się nazywasz?
-Hunith… A ty kim jesteś?
Balinor zawahał się przez chwilę. Czy można jej zaufać? Czy go nie wyda? Spojrzał jeszcze raz uważnie na Hunith. Czy ktoś o takich dobrych i łagodnych oczach mógłby go zdradzić?.. Więc opowiedział jej swoją historię, to kim jest i dlaczego musiał uciekać… A ona go zrozumiała, pozwoliła zostać dopóki w pełni nie odzyska sił. Z każdym dniem była mu coraz bliższa…



Tymczasem:


Ślad się urwał.
Pomimo wszelkich starań rycerze Camelotu nie mogli odnaleźć Balinora. A starali się bardzo – każdy wie, jaka kara spotyka tych, którzy nie wypełnią woli króla. Dowódca wiedział o tym aż za dobrze. 
Były dwa wyjścia – albo Balinor wykrwawia się gdzieś w lesie i niedługo umrze lub uciekł do sąsiedniego królestwa, gdzie władza Uthera nie sięga, a jego podwładni nie mogą nic zrobić.
Wszystko sprowadza się jednak do jednego: trzeba przekazać Pendragonowi złe wieści.
Rycerze wracali do zamku ociągając się, najbardziej w tyle pozostawał Dowódca. To on miał zdać raport z wyprawy i nie wiedział co powiedzieć. Była to jego ostatnia szansa – wcześniej zepsuł kilka prostych spraw i jeśli zostanie potraktowany surowo nie będzie już mógł obejmować dowództwa w żadnej misji.
Zamyślania przerwał mu okrzyk „otworzyć bramy”! 
Dotarli. Jeszcze nigdy nie był tak zdenerwowany. Nerwowo pociągnął uzdę konia i pognał za innymi do przodu. „Patrzeć dumnie, nie zaglądać innym w oczy, niech nie widzą twojej twarzy..” Powtarzał sobie w myślach, widząc rycerzy patrzących z podziwem na niego i jego załogę…
Jak będą wyglądać, gdy dowiedzą się, że zawiódł? Pot spływał mu po czole… Jeszcze trochę i ..
„Jak tam? Kolejna udana wyprawa, co?” spytał strażnik wpuszczając go do sali tronowej.
„Tia..Udana..” odparł, nerwowo przemykając za jego plecami. „To będzie trudna rozmowa” pomyślał i wszedł do środka.
Wnętrze było piękne – wykończone złotem zawijasy, wielkie okna, kosztowne obrazy i miękkie dywany… Ale Dowódca nie miał czasu podziwiać tego wszystkiego. Jego wzrok był skupiony na tronie, a bardziej na osobie która w nim siedziała.
Sam Uther Pendragon
Dowódca ukląkł i powiedział „Królu…”
„Witaj Dowódco..Wstań” -wykonał polecenie- „Masz dla mnie dobre wieści?”
Zawahał się. Jakby to powiedzieć?
„Królu mój.. Balinor uciekł” Wyraz twarzy Uthera zmienił się diametralnie. Od spokojnego, ojcowskiego uśmiechu do wściekłego grymasu.
„Jak to : uciekł? Nie po to wysyłam najlepszych rycerzy żeby taki chłoptaś jak Balinor uciekł! Co się stało?” ochłonął.
Dowódca wziął głęboki wdech i powiedział:
„Podejrzewamy że uciekł w stronę Essetiru. Lub wykrwawia się na śmierć, w co wątpię…”’
„Wiesz, że to twoja ostatnia wyprawa?” powiedział król spokojnie
Dowódca przełknął ślinę. Tak, był na przygotowany. „Tak, wasza wysokość”
„A więc odejdź. Może jak będziesz lepiej się sprawował.. A teraz daj mi pomyśleć”
Dowódca kiwnął głową i odszedł. Udało mu się.
Gdy król został sam, wybuchnął gniewem.
„Podłe szumowiny! Jak śmią! Pląta się po moim królestwie ta magiczna zaraza ta.. ta… PLAGA!..
Co mam zrobić, co mam zrobić…”
„Może prześpij się, panie” To był Gajusz. Jak zwykle w odpowiednim czasie i chwili. Uther uśmiechnął się: „Tylko na tobie mogę polegać w tych ciężkich czasach… Nie dziękuje nie będę dziś spał.. Muszę pobyć sam…”

Jakiś czas później

Północ już dawno minęła, a w małym, ciemnym pokoiku nadal paliła się świeczka. Jej niewielki, ale jasny płomień delikatnie oświetlał pomieszczenie dając poczucie ciepła i bezpieczeństwa. W rogu na łóżku widać było zarys dwóch postaci—kobiety i mężczyzny. Oboje siedzieli oparci o ścianę i mocno do siebie przytuleni.
-Obiecaj mi- szepnęła kobieta- że zostaniesz tutaj ze mną….
-Nie mogę, kochana. Jeśli znowu zaczną mnie prześladować, będę musiał uciekać. Uther mi nie daruje tego, kim jestem.- odpowiedział.
-W takim razie pójdę z tobą…
-Nie Hunith. To niebezpieczne. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś ci się stało.
Zapadła głęboka cisza. Słychać było tylko szum wiatru wiejącego za oknami. W pokoju zamigotał gwałtownie płomień świecy, jakby chciał uprzedzić o zbliżającym się niebezpieczeństwie, a nikt nie zwracał na niego uwagi.
-Balinorze- zaczęła znowu Hunith, ale Balinor uciszył ją gestem ręki i zaczął się uważnie przysłuchiwać.
-Słyszysz?- zapytał szeptem i ostrożnie podszedł do okna. Hunith podążyła za nim i też zaczęła wsłuchiwać się w ciszę. Po chwili do jej uszu doleciał odgłos, który tak strwożył Balinora—oddalony tętent końskich kopyt.
-Kto to może być?- zapytała starając się opanować przerażenie, gdyż w głębi serca czuła, co to wszystko może oznaczać.
-Oni jadą po mnie- wyszeptał Balinor jakby do siebie. Zgasił szybko świecę, zebrał swoje rzeczy i narzucił na ramiona płaszcz.- Nie mogą mnie tu zastać, bo wtedy ciebie też nie oszczędzą…
-Balinorze, proszę cię, pozwól mi…
-Nie, Hunith. To nie twoja wina. Ja…ja w ogóle nie powinienem był tu zostawać i wciągnąć cię w to wszystko…
-Czy wrócisz? Czy zobaczę cię jeszcze?- wyszeptała kobieta, a z jej pięknych, niebieskich oczu wypłynęły dwie gorące łzy.
Kroki żołnierzy stawały się coraz wyraźniejsze. Czasu na ucieczkę było coraz mniej, a każda minuta była równie cenna.
Balinor podszedł do niej i wziął za ręce.
-Jeśli tylko przeznaczenie nam pozwoli- odpowiedział. Otarł łzy z twarzy ukochanej i ją pocałował.
Chwilę później Hunith stała na progu domku i patrzyła w ciemność, gdzie sekundę temu znikła postać jej ukochanego. Żołnierze byli już blisko, więc ostrożnie zamknęła drzwi. Na szczęście przejechali obok…

•••
Minęło już lato, jesień, zima… Przyszła już wiosna, wszystko powracało do życia. Jak zwykle wieczorem o zachodzie słońca Hunith stała na progu swojego domku i wpatrywała się w horyzont. Tylko teraz nie była już sama. Na rękach trzymała małego chłopca, który smacznie spał. Nazywał się Merlin…
iwek33
 
Posty: 63
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 19:43

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 19:36

ourfarewall jakie dziwnie? To jest bombowe! Tak się wciągnęłam, że nawet nie zauważyłam jak szybko to przeczytałam!
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 19:39

Zapomniałaś o jednym fragmencie. Ja też sklejałam i przy okazji usunęłam błędy i powtórzenia oraz poprawiłam w niektórych miejscach dialogi. Jeśli waszym zdaniem już wszystko gra to umieszczamy nasz prolog w "gotowych fragmentach".
Prolog
Była cicha i spokojna noc. Światło księżyca rozjaśniało mrok, który panował w lesie. Od czasu do czasu słychać było pohukiwanie sowy, która przysiadła wśród drzew, nieświadoma tego, że tej nocy miały rozegrać się wydarzenia mające ogromny wpływ na przyszłość. Pomimo spokoju, w powietrzu można było wyczuć coś dziwnego: pewien rodzaj napięcia, oczekiwania. Nieliczni, którym dane było poznać to co jeszcze nie nastąpiło, wiedzieli jak ważne są wydarzenia które miały nastąpić. Pewna zakapturzona postać siedziała przy wejściu do Doliny Upadłych Królów. Nagle ciszę rozdarł ogłuszający ryk. Sowa z przerażeniem zerwała się z gałęzi i odleciała w mrok nocy z dala od źródła dźwięku.
-Zaczęło się – pomyślała postać spoglądając w górę – Mam nadzieję, że mu się uda. Nawet nie wie ile teraz od niego zależy.
W tym samym czasie z zamku w akompaniamencie ryków smoka i pokrzykiwań rycerzy uciekał mężczyzna. Nie był to byle kto, z Camelotu uciekał Balinor – ostatni władca smoków. Jego pobratymcy zostali odszukani oraz zamordowani przez wojska króla. Sam Balinor cudem uniknął śmierci, która nadal mu groziła. Mężczyzna został zdradzony. Jego przyjaciel – Gajusz, przekazał mu wiadomość od Uthera, w której król twierdził, że pragnie zaprzestać prześladowania ludzi i stworzeń związanych z magią. Balinor naiwnie uwierzył w szczerość zamiarów władcy, miał nadzieję, że nareszcie będzie mógł żyć nie ukrywając się. Nie przewidział tego, iż Uther posunie się do złamania swojego słowa, byleby tylko zwabić do zamku i zabić zarówno ostatniego smoka jak i jego władcę. Balinor teraz płacił ogromną cenę za swoją łatwowierność: Kilgarrah został uwięziony, może nawet już nie żył, a jego samego czekała tułaczka po obcych królestwach, jeśli uda mu się uciec.
Czarodziej biegł przed siebie, nie był nawet pewien czy kieruje się w stronę granicy. Cały czas nerwowo oglądał się za siebie, niestety rycerze nie pozostawali ani trochę w tyle – wręcz przeciwnie, pogoń zaczynała się do niego zbliżać. Prawie stracił nadzieję, ponieważ wiedział, że nie jest wystarczająco potężny aby stawić czoła całej armii Uthera. Nagle poczuł czyjąś obecność. Nie mógł to być zwykły druid, wyczuwał zbyt dużą moc jak na druida. Władca smoków spojrzał w stronę źródła mocy. Faktycznie nie wyczuwał druida, nie był to w ogóle człowiek. Oczom Balinora ukazała się Dolina Upadłych Królów. Mężczyzna poczuł jak w jego mięśnie wstępuje nowa siła, wiedział, że rycerze króla zdrajcy nie odważą się wejść do przeklętego miejsca. Czarodziej miał rację, gdy tylko przekroczył granicę doliny pogoń zatrzymała się niepewna co dalej robić. Ta krótka chwila zawahania wystarczyła Balinorowi, by odpocząć. Nie był jeszcze stary, ale dawno nie był zmuszany do tak wielkiego wysiłku. Po odpoczynku ruszył dalej przed siebie, już nieco wolniej niż poprzednio. Teraz już wiedział, że zmierza w kierunku małej wioski , znajdującej się w królestwie Lota. Nie było to najlepsze miejsce na azyl, ale teraz nie miał innego wyboru. Kiedy już zdawało mu się, że bezpiecznie dotrze do Ealdoru , nagle zza zakrętu wyskoczył rycerz w czerwonej pelerynie z godłem Uthera. Potwierdziły się jego najgorsze przypuszczenia: pogoń nie odpuściła, rycerze postanowili okrążyć dolinę i dopaść go u jej wylotu. Niewiele myśląc, Balinor ciął rycerza mieczem i rzucił się pędem z dala od doliny, która była teraz idealną pułapką. Niestety coraz więcej czerwonych peleryn ukazywało się na drodze wiodącej do królestwa Essetir. Czarodziej próbował tradycyjnej walki, ale nie mógł się równać z najlepszymi rycerzami w pięciu królestwach. Został kilkakrotnie zraniony, nie były to poważne urazy, ale bardzo obficie krwawiły. Kiedy władca smoków zdał sobie sprawę ze swojej beznadziejnej sytuacji, skupił się na swojej mocy i wysłał potężną falę uderzeniową w kierunku napastników. Ku jego ogromnemu zdziwieniu zaklęcie podziałało i większość rycerzy leżała nieprzytomna. Nie tracąc więcej czasu Balinor najszybciej jak potrafił pobiegł w stronę granic królestwa.
Wędrówka okazała się dłuższa niż przypuszczał, a upływ krwi jeszcze bardziej utrudniał podróż. Było jeszcze ciemno, kiedy dostrzegł zbawienne światła Ealdoru. Ostatkiem sił, powłócząc nogami dotarł na skraj wioski. Wyczerpany podczołgał się pod pierwszy z brzegu dom i słabo zapukał do drzwi. Był już bliski omdlenia, kiedy na progu ukazała się piękna kobieta, na której twarzy malowało się zdziwienie pomieszane z przerażeniem. Balinor nie był pewien czy istota o dużych błękitnych oczach oraz długich brązowych włosach była prawdziwa, czy był to tylko skutek nadmiernego ubytku krwi. Mężczyzna zmusił się do ostatniego wysiłku i wyszeptał dwa słowa, po których stracił przytomność:
- Pomóż mi.

***

Ślad się urwał.
Pomimo wszelkich starań rycerze Camelotu nie mogli odnaleźć Balinora. A starali się bardzo – każdy wie, jaka kara spotyka tych, którzy nie wypełnią woli króla. Sir Odin, który był dowódcą tej wyprawy, wiedział o tym aż za dobrze.
Były dwie możliwości – albo Balinor wykrwawia się gdzieś w lesie i niedługo umrze lub uciekł do sąsiedniego królestwa, gdzie władza Uthera nie sięga.
Wszystko sprowadza się jednak do jednego: trzeba przekazać królowi złe wieści.
Zebrał wszystkich w kręgu.
- Nie znaleźliście żadnych śladów? Nic nie widzieliście? – westchnął.
- Mówcie! Wszystko może pomóc… - wiedział, że krzykiem nic z nich nie wydobędzie, ale trudno nie denerwować się, gdy nic nie idzie zgodnie z planem.
Zapadła cisza. Dowódca chciał już coś powiedzieć gdy odezwał się najmłodszy z zebranych. To była jego pierwsza poważna misja.
- My.. to znaczy ja i moi kompanii… Prawie złapaliśmy Balinora.. Ale…
„Ale”… Zawsze jest jakieś „ale” pomyślał Sir Odin.
-Co się stało? – powiedział – Słucham cię.
Młodzieniec przełknął ślinę. Nie wiedział co powiedzieć, a inni nie zamierzali mu pomagać.
- Użył wobec nas magii.. – zwiesił głowę – Ale udało się nam go zranić – dodał.
- Śmiertelnie?
- Nie wiem…
- A ktoś inny wie? – Dowódca miał ochotę wstać i krzyczeć, rozładować swoją wściekłość. Ale musiał zachować spokój, nie mógł okazać słabości i strachu w obecności rycerzy.
„Oczywiście. Nikt nie wie!” pomyślał widząc kręcących głowami mężczyzn.
-Musimy wracać do Camelot. Ale król nie będzie zadowolony…- powiedział dowódca.
Rycerze jechali do zamku ociągając się, najbardziej w tyle pozostawał jednak Sir Odin. To on miał zdać raport z wyprawy i nie wiedział co ma powiedzieć. Była to jego ostatnia szansa, wcześniej zepsuł kilka prostych misji i jeśli zostanie potraktowany surowo nie będzie już mógł dowodzić. Starał się myśleć pozytywnie, ale… Wiedział jak Uther traktuje ludzi… Dlaczego akurat dla niego miałby zrobić wyjątek? Może dlatego, że był jednym z najlepszych wojowników? Że służył mu od dziecka? Czy takie rzeczy będą ważne dla wielkiego władcy?
Wątpił w to.

Z tych ponurych myśli wyrwał go okrzyk: „otworzyć bramy”!
Dotarli. Jeszcze nigdy nie był tak zdenerwowany. Pociągnął uzdę konia i pognał za innymi do przodu. „Kroczyć dumnie, nie zaglądać innym w oczy, niech nie widzą twojej twarzy..” Powtarzał sobie w myślach, widząc ludzi patrzących z podziwem na niego i jego załogę…
Jak będą wyglądać, gdy dowiedzą się, że zawiódł? Pot spływał mu po czole… Na szczęście było już późno i niewiele osób widziało jego umęczoną twarz.
- Jak tam? Kolejna udana wyprawa, co? - spytał strażnik wpuszczając go na dziedziniec„
Nie odpowiedział. Zaczął rozsiodływać konia. Wszystkie czynności przeciągał, delektował się chwilą. Bał się spotkania z królem. Po parunastu minutach spędzonych w stajni był gotowy fizycznie, ale psychiczne wciąż odczuwał niepokój. „To będzie trudna rozmowa” pomyślał kierując się w stronę zamku. O tym samym myślał gdy wszedł między mury pałacu i gdy zmierzał ku sali tronowej. Wiedział, że musi być opanowany w czasie rozmowy, więc wziął głęboki wdech i wszedł do środka.
Wnętrze było piękne – wykończone złotem zawijasy, wielkie okna, kosztowne obrazy i miękkie dywany… Ale Dowódca nie miał czasu podziwiać tego wszystkiego. Jego wzrok był skupiony na tronie, a bardziej na osobie która w nim siedziała.
Sam Uther Pendragon
Dowódca ukląkł i powiedział:
-Wasza Wysokość…
-Witaj Sir Odinie. Wstań. Masz dla mnie dobre wieści?
Zawahał się. Jakby to powiedzieć?
-Mój Panie... Balinor uciekł.
Wyraz twarzy Uthera zmienił się diametralnie. Od spokojnego, ojcowskiego uśmiechu do wściekłego grymasu.
-Jak to uciekł? Uciekł?! Nie po to wysyłam odział najlepszych rycerzy, aby dowiedzieć się, że nie dali oni rady jednemu czarodziejowi! Gdzie on jest?
Dowódca wziął głęboki oddech:
-Podejrzewamy że uciekł w stronę królestwa Essetiru.
- Wiesz, że to twoja ostatnia wyprawa? - powiedział król spokojnie
Sir Odin przełknął ślinę. Tak, był na przygotowany. -Wiem, wasza wysokość.
-A więc odejdź. Może jak będziesz lepiej się sprawował… A teraz daj mi pomyśleć
Dowódca kiwnął głową i odszedł. Udało mu się. Pomyśli nad dodatkowymi pracami, zrobi trochę brudnej roboty i na pewno… Na pewno z powrotem odzyska swoją pozycję…
Gdy król został sam, wybuchnął gniewem.
- Co jest z tymi ludźmi nie tak! Jedno, proste zadanie! Złapać jedną osobę! Dwudziestu najlepszych rycerzy… Nie! Muszę wyplewić z mojego Królestwa tę magiczną plagę… To posuwa się za daleko! Ale co mam zrobić? Co mam zrobić…
- Może prześpij się, panie- To był Gajusz. Jak zwykle w odpowiednim czasie i chwili.
Uther uśmiechnął się:
-Tylko na tobie mogę polegać w tych ciężkich czasach… Nie dziękuje nie będę dziś spał.. Muszę pobyć sam…

***

Balinora obudziły odgłosy krzątania się po pokoju. Leżał jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczami. Było mu dobrze - ciepło, wygodnie, czuł się wypoczęty. Jedna tylko myśl budziła w nim niepokój—gdzie się teraz znajduje?
Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. Było to niewielkie, raczej ubogie pomieszczenie, w którym oprócz niego znajdowała się jeszcze jakaś piękna kobieta. Balinor nie pamiętał, jak się tu znalazł. Jego ostatnim wspomnieniem były otwierające się drzwi…
-Obudziłeś się już- kobieta stała koło jego łóżka i miło się uśmiechała.
-Gdzie jestem?- zapytał Balinor, siadając.
-Jesteś w Ealdorze, na ziemiach królestwa Essetira - odpowiedziała. Widać było, że chciała jeszcze coś powiedzieć, zapytać się, ale nie śmiała. Spoglądała tylko na nieznajomego, czekając, co powie. A on milczał, pogrążony w myślach…
-Dlaczego mi pomagasz?- zapytał po chwili.
Kobieta nie oczekiwała takiego pytania:
-Ja… poprosiłeś mnie o pomoc. Nie pamiętasz?- odpowiedziała lekko zmieszana.
On przecząco pokręcił głową i zapytał:
-Jak się nazywasz?
-Hunith… A ty kim jesteś?
Balinor zawahał się przez chwilę. Czy można jej zaufać? Czy go nie wyda? Spojrzał jeszcze raz uważnie na Hunith. Czy ktoś o takich dobrych i łagodnych oczach mógłby go zdradzić?.. Więc opowiedział jej swoją historię, to kim jest i dlaczego musiał uciekać… A ona go zrozumiała, pozwoliła zostać dopóki w pełni nie odzyska sił. Z każdym dniem była mu coraz bliższa…

***

Blask księżyca przedzierał się oknami korytarzy prowadzących do podziemnych grot Camelotu. Nocną ciszę przerwały coraz głośniejsze, rytmiczne uderzenia. Uther Pendragon już od kilku miesięcy cierpiał na bezsenność. Powodem były dręczące go koszmary a w zasadzie powtarzający się co noc jeden sen. W ciemną, bezgwiezdną noc biegł przez las. W oddali przed nim biegła kobieta w białej, zwiewnej sukni. Pamiętał tylko jej piękne, długie, blond włosy. Była zbyt daleko by mógł ją rozpoznać ale mimo to wiedział kim jest. Choć biegł bardzo szybko nigdy nie mógł jej dogonić. Z każdą chwilą las stawał się coraz rzadszy aż w końcu ujrzał przed nim rozległy staw. Tafla wody była ciemna niczym smoła, przecięta jedynie białą smugą księżycowego światła. W głąb stawu wrzynało się niczym miecz, drewniane molo. Kobieta stanęła na jego brzegu. Odwróciła się. Jej oczy i oczy króla spotkały się w mroku. Jej spojrzenie było głębokie niczym otchłań wypełniona jedynie smutkiem i cierpieniem. Jej usta wypowiedziały nieme "dlaczego" po czym odwróciła się w stronę stawu i skoczyła.
Król obudził się roztrzęsiony i zlany potem. W sąsiedniej komnacie rozległ się głośny płacz dziecka. Może dzielimy ten sam sen - pomyślał, po czym wstał, zarzucił szaty, wyszedł z komnaty i udał się w kierunku podziemnych grot. Kiedy dotarł do podziemnych grot i otworzył ciężkie dębowe drzwi, pomieszczenie było pogrążone w ciemności. Zapalił kilka pochodni i kiedy ogień rozświetlił komnatę jego oczom ukazała się ona.
- Igraine - powiedział na głos tak, że jego słowa odbiły się echem od kamiennych ścian.
Była tam sama. Piękna jak w dniu kiedy ja pierwszy raz ujrzał. Długie, gęste włosy spływa wzdłuż jej ramion. Niegdyś dorównywały blaskiem słońcu. Podszedł bliżej i położył dłoń na jej dłoniach, które miała ułożone na podołku. Były zimne jak kamień , z którego zostały wykute. Przybliżył się do jej twarzy. Oczy miała zamknięte a na policzku pojawiła się mokra plama a po niej kolejna. Łzy króla były wyrazem jego cierpienia. Ból i wściekłość ogarniało całe jego ciało, choć trochę wypełniając pustkę w jego sercu jaka pozostała gdy ona odeszła z jego życia.
- Tak bardzo mi cię brakuję. Oddałbym całe to królestwo by móc cię odzyskać. - Pozostał przy niej w milczeniu zatapiając się w smutku.

Nagle Uther poczuł zimny podmuch wiatru. Pochodnie na ścianach przygasły by rozświetlić komnatę jeszcze większym blaskiem. Wyczul czyjąś obecność.
- Igraine! - Odwrócił się szybko myśląc, że ujrzy swą ukochaną lecz był tam ktoś inny. Wysoka ciemnowłosa kobieta. Jej zimne, ciemnobrązowe oczy patrzyły na niego z góry z mieszaniną niechęci i złości. Na jej widok Uther zadrżał od ogarniającej go fali gniewu.
- Jak śmiesz tu przychodzić bezcześcić grób mojej żony! Teraz przyszłaś po mnie?!
- Nie dane jest ci zginać tego dnia Utherze i nie ja zabiłam twoją żonę. Nie ja mam ją na sumieniu lecz ty. Dobrze wiedziałeś jaka jest cena. Wiedziałeś a mimo wszystko przystałeś na to. Jestem tu byś zrozumiał, że to wyłącznie twoja wina i że nie możesz winić moich pobratymców. Oni nie są temu winni. To jest twoja ostatnia szansa Utherze. Zaprzestań swoich działań. Zwróć wolność moim braciom a nie poczujesz smaku mojej zemsty.
- Mam ci ulegnąć? Nigdy! - ryknął król - Nie ma miejsca dla magii w Camelocie! Ona odebrała mi moja miłość. Nie pozwolę żeby zniszczyła to królestwo tak jak zniszczyła moje życie. Każdy kto praktykuje czary zostanie skazany na śmierć. To dotyczy również ciebie wiedźmo.
- Nazywasz mnie wiedźmą? Kiedyś uważałeś mnie za swoja przyjaciółkę.
- To było zanim zabiłaś Igraine.
- Dałam twojej bezpłodnej żonie syna. Dałam ci następcę tronu, którego tak pragnąłeś. Ostrzegałam cię jaka będzie cena. Za życie można zapłacić jedynie życiem.
- Gdybym wtedy wiedział, że odbierzesz mi ją, nigdy bym cię oto nie poprosił.
Nimue zaskoczyły jego słowa
- Wolałbyś nie mieć syna? - Przeszyła króla spojrzeniem jakby chciała zajrzeć w głąb jego duszy lecz nie uzyskała odpowiedzi.
- Zaprzestań prześladowań Utherze. To twoja ostatnia szansa żeby uratować przyszłość Camelotu i... twojego syna.
Uther podniósł wzrok. Spojrzał na nią oczami pełnymi nienawiści.
- Wyplenię ten chwast choćbym miał przypłacić za to życiem a ty nie będziesz mi grozić. Nie boję się ciebie. Zginiesz razem ze swoimi braćmi na stosie, w płomieniach. Wtedy poczujesz ból jaki ja czuję każdego dnia.
- Zapamiętaj sobie dobrze moje słowa. Za życie można zapłacić tylko życiem. Ty masz ich wiele na sumieniu. Zniszczę ciebie i to królestwo. Poczujesz gniew magii!
Uther wyciągnął miecz by przebić nim Nimue lecz ta zniknęła zanim zdążył się do niej zbliżyć.

***

Północ już dawno minęła, a w małym, ciemnym pokoiku nadal paliła się świeczka. Jej niewielki, ale jasny płomień delikatnie oświetlał pomieszczenie dając poczucie ciepła i bezpieczeństwa. W rogu na łóżku widać było zarys dwóch postaci—kobiety i mężczyzny. Oboje siedzieli oparci o ścianę i mocno do siebie przytuleni.
-Obiecaj mi- szepnęła kobieta- że zostaniesz tutaj ze mną….
-Nie mogę, kochana. Jeśli znowu zaczną mnie prześladować, będę musiał uciekać. Uther mi nie daruje tego, kim jestem.- odpowiedział.
-W takim razie pójdę z tobą…
-Nie Hunith. To niebezpieczne. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś ci się stało.
Zapadła głęboka cisza. Słychać było tylko szum wiatru wiejącego za oknami. W pokoju zamigotał gwałtownie płomień świecy, jakby chciał uprzedzić o zbliżającym się niebezpieczeństwie, a nikt nie zwracał na niego uwagi.
-Balinorze- zaczęła znowu Hunith, ale Balinor uciszył ją gestem ręki i zaczął się uważnie przysłuchiwać.
-Słyszysz?- zapytał szeptem i ostrożnie podszedł do okna. Hunith podążyła za nim i też zaczęła wsłuchiwać się w ciszę. Po chwili do jej uszu doleciał odgłos, który tak strwożył Balinora—oddalony tętent końskich kopyt.
-Kto to może być?- zapytała starając się opanować przerażenie, gdyż w głębi serca czuła, co to wszystko może oznaczać.
-Oni jadą po mnie- wyszeptał Balinor jakby do siebie. Zgasił szybko świecę, zebrał swoje rzeczy i narzucił na ramiona płaszcz.- Nie mogą mnie tu zastać, bo wtedy ciebie też nie oszczędzą…
-Balinorze, proszę cię, pozwól mi…
-Nie, Hunith. To nie twoja wina. Ja…ja w ogóle nie powinienem był tu zostawać i wciągnąć cię w to wszystko…
-Czy wrócisz? Czy zobaczę cię jeszcze?- wyszeptała kobieta, a z jej pięknych, niebieskich oczu wypłynęły dwie gorące łzy.
Kroki żołnierzy stawały się coraz wyraźniejsze. Czasu na ucieczkę było coraz mniej, a każda minuta była równie cenna.
Balinor podszedł do niej i wziął za ręce.
-Jeśli tylko przeznaczenie nam pozwoli- odpowiedział. Otarł łzy z twarzy ukochanej i ją pocałował.
Chwilę później Hunith stała na progu domku i patrzyła w ciemność, gdzie sekundę temu znikła postać jej ukochanego. Żołnierze byli już blisko, więc ostrożnie zamknęła drzwi. Na szczęście przejechali obok…

***

Minęło już lato, jesień, zima… Przyszła już wiosna, wszystko powracało do życia. Jak zwykle wieczorem o zachodzie słońca Hunith stała na progu swojego domku i wpatrywała się w horyzont. Tylko teraz nie była już sama. Na rękach trzymała małego chłopca, który smacznie spał. Nazywał się Merlin…
Ostatnio edytowano So lis 10, 2012 19:51 przez PozdrawiamWas, łącznie edytowano 1 raz
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 19:43

Ourfarewall to jest po prostu zaje***te. Dokładnie tak sobie ją wyobrażałam. Będziesz tan rozdział jeszcze kontynuować?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez Agga » So lis 10, 2012 19:48

PozdrawiamWas napisał(a):
Wyczerpany podczołgał się pod drzwi pierwszego z brzegu domu i słabo zapukał do drzwi. Był już bliski omdlenia, kiedy drzwi domu się otwarły i na progu ukazała się piękna kobieta, na której twarzy malowało się zdziwienie pomieszane z przerażeniem.

Tu jest jeszcze powtórzenie.

Wyczerpany podczołgał się pod pierwszy z brzegu dom i słabo zapukał do drzwi. Był już bliski omdlenia, kiedy na progu ukazała się piękna kobieta, na której twarzy malowało się zdziwienie pomieszane z przerażeniem.

Chyba tak będzie lepiej
Agga
 
Posty: 130
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:13

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 19:49

Już to umieszczam, czy jest coś jeszcze?
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Re: Fragmenty

Postprzez rasp » So lis 10, 2012 19:51

Tak już jest chyba ok :)
rasp
 
Posty: 70
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:15

Re: Fragmenty

Postprzez PozdrawiamWas » So lis 10, 2012 19:54

Czy wszyscy się zgadzają, że można to już umieścić w gotowych fragmentach? Nie uważacie, że powinno być jeszcze o tym, że Uther wysyła swój oddział, aby zabić Balinora? Moim zdaniem jest dobrze bez tego, ale potrzebuję jeszcze waszych opinii.
PozdrawiamWas
 
Posty: 139
Dołączył(a): Śr lis 07, 2012 18:34

Postprzez » So lis 10, 2012 19:54

 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Pomysły, pierwsze teksty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

cron